Nawiązując do tego, aby codziennie robić jedną rzecz, która mnie przeraża oraz do motta tego bloga – “Life is made of small things like this” opowiem o moim noworocznym wyjeździe do Izraela na…. pełne 2 dni. 
Pokrótce. Mam przyjaciela, który mieszka w Nowym Jorku, ale pochodzi z Izraela. Jonatan leciał do Tel Aviw’u załatwić kilka spraw, odwiedzić grób ojca oraz trochę odpocząć. 
Tak więc, ja przeżyłam Izrael na dziko, nie jak turystka. Z człowiekiem, który się tam wychował i przynajmniej raz w roku odwiedza tam dalszą rodzinę i starych przyjaciół. Który wiedział, gdzie iść, kogo o co zapytać i jakich zasad przestrzegać, bez konieczności snuć się za 30 osobową pielgrzymką, gdzie średnia wieku to… 60tka ;P

Jonatan był już tam 28 grudnia. Ja niestety mogłam dołączyć dopiero 1 stycznia, bo zaczęłam niedawno pracę i obawiałam się poprosić o wolne. Teraz rozwiązałabym to całkiem inaczej. Mój pobyt byłby wydłużony do maksimum. Bo, jak sądzę, taka okazja już nigdy się nie powtórzy 🙁 a na pewno, już nie będzie tego pierwszego razu w Tel Awiw’ie 😉
Najgorsze jest jeszcze to, że w Wigilię zepsułam telefon z aparatem, więc pożyczyłam jakiś zastępczy, który miał tragiczną kamerę… Więc zdjęć jak na lekarstwo! A było co fotografować, zwłaszcza w dzielnicy żydowskiej, gdzie wszyscy ubrani tradycyjnie, chodzili spieszno w ciszy, wśród odrapanych i brudnych murów, zajmując się swoimi sprawami. 

             Kiedy moi znajomi, bawili się na sylwestrowych imprezach, ja podekscytowana leżałam w łóżku i czekałam na godzinę 5 rano, kiedy zadzwoni budzik. Już o 7:00 (czyli 3h przed odlotem) miałam być na Lotnisku Chopina, na odprawie linii El-Al.
Tutaj wskazówka: nie trzeba WIZY, wystarczy paszport i kod rezerwacji biletu (nr karty pokładowej). Nie musicie nic drukować. Oni już znajdą sobie Was na liście. 
Niewielu ludzi stało w kolejce. Każdy przechodził kontrolę szybko. Kiedy nadeszła moja kolej, zaczęły się schody…
Osoba odprawiająca zaczęła zadawać bardzo osobiste pytania. Pomimo, iż nie miałam złych zamiarów, to po 5 minutach przepytywania byłam spocona i jąkałam się jak na mega trudnym egzaminie. Nie pamiętam wszystkich pytań, ale cześć z nich to:
– Kto kupił bilety? – Kto opłaca pobyt? – Dlaczego tak krótko? – Gdzie i z kim mieszkam? – Czy ktoś inny wie o moim wyjeździe? – Kto pomagał mi się pakować? – Kogo to walizka? – Kim jest dla mnie osoba, z którą będę się widzieć w Izraelu? – Jaki jest cel wizyty? – Jak długo znam tę osobę? – Czy ta osoba mieszka na stałe w Izraelu? – Czy kiedykolwiek byłam w Izraelu? 

Po tym interesującym wywiadzie…. nie udało się i zaproszono mnie do osobnego pokoju, gdzie nastąpiła rewizja osobista. Przy rewizji były 2, a później 3 panie. 

Przeszukały mi dogłębnie walizkę, torebkę, bagaż podręczny. Telefon komórkowy kazały włączyć, zrobić zdjęcie, nastawić budzik, wysłać SMSa. 
Później przeszukanie. Musiałam się rozebrać nawet ze stanika. W okolicach intymnych “badano” mnie za pomocą jakiegoś czujnika. 
Kiedy nic nie znaleziono. Pozwolono mi wziąć papierosy i trochę pieniędzy za bramki, a mój bagaż, torebka, telefony, portfel zostały w pokoju. 
Przyklejono mi w paszporcie neonową czerwoną naklejkę. Nie wiem co to znaczy, ale chyba wszystko w porządku 😉
Jako, że był to Nowy Rok, 8 rano, to wszystko było pozamykane, a bez telefonu teraz, to jak bez ręki. Więc przesiedziałam na ławce nudząc się jak mops.

W końcu przyszła chwila wejścia do samolotu. Przyszły dwie panie. Jedna z moim bagażem podręcznym, a druga jako “mój osobisty ochroniarz” ;P Zabrano mnie na powtórną kontrolę. A później, przy wszystkich pasażerach kazano usiąść w widocznym miejscu, dopóki nie otworzą drzwi samolotu. “Pani ochroniarz” ciągle przy mnie była. Ku mojemu zdziwieniu, znalazła się kolejna dziewczyna, wysoka blondynka, również “podejrzana” 😉 Wpuszczono nas do samolotu poza kolejką i posadzono na samym końcu samolotu, przy Ekipie Obsługi Samolotu. Nawet mi do głowy nie przyszło, że coś takiego ma miejsce. Ostrzegano mnie, że będę przepytywana, ale nie zdawałam sobie sprawy, że ja, zwykła śmiertelniczka, mogę być zagrożeniem.

Sama linia El-Al i obsługa – cudowna. Miło, czysto, pod dostatkiem kawa, herbata, wino, napoje gazowane.W jedną stronę obiad złożony z 2 dań, a z powrotem śniadanie na słodko.

Kiedy dotarliśmy już do Izraela, na lotnisku Ben Gurion udaliśmy się do bramek, aby przejść kolejną kontrolę: wpuszczą czy nie wpuszczą. Ustawiłam się w kolejce dla FOREIGNS. Kolejne były dla obywateli Izraela.
Kolejki bardzo długie – na około godzinę czekania. Przy okienku pan wypytał mnie dokładnie o to samo, co pani w Polsce. Poszło szybciej i już bez przeszukania. Cały dzień w stresie, choć nie miałam powodów. Zaczęła boleć mnie głowa i już miałam wieczór nieciekawy. Sam Izrael mnie wpuścił bez problemu, a polska załoga jak zwykle nadgorliwi…

Jonatan czekał na mnie z kwiatami i balonem WELCOME in Israel. Uwielbiam takie spontaniczne niespodzianki. Musiałam napić się wody. Mała woda mineralna = 10 ILS = ok. 10,50PLN Nieźle, co nie?
Wynajętym samochodem pojechaliśmy do hotelu. W TV w wiadomościach od razu news dnia o strzelaninie w Tel Awiw’ie, wspaniale.

 Nie miałam czasu na sen, chciałam działać…. ale jak ? Jak szabas trwał?! Cholera! To nic, pojechaliśmy do centrum zjeść falafel i napić się czegoś orzeźwiającego. Później wróciliśmy i relaksowaliśmy się, spacerując niedaleko hotelu. 

Nie będę zagłębiać się w szczegółowy plan dnia, ale opowiem o najbardziej ważnych momentach.
Mieliśmy na zwiedzanie 2 pełne dni, bo już 4 stycznia o 3 rano musiałam być na lotnisku. 

Pierwszego dnia – objazdówka. Różne miejsca, zwłaszcza te, które nie są zwiedzane przez zwykłych turystów. 

 Najwspanialsze jest to, że Izrael można było przejechać wzdłuż i wszerz w kilka godzin. Więc akurat na 2 dni. 

Jerozolima:

Bazylika Konania, zwana również Kościołem Narodów u stóp Góry Oliwnej i Ogród Getsemani
(zaraz obok znajduje się podziemny kościół Grobu matki Bożej – niestety napastowana przez “arabskich przewodników” nie mogłam zrobić zdjęć)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Poniżej The Western Wall lub Kotel
Przed bramą stało wiele wycieczek. My ominęliśmy te długie kolejki, po prostu poszliśmy się modlić prywatnie. Strefy modlitwy są podzielone. Po prawej kobiety po lewej mężczyźni. Każdy kto odchodzi od murów, powinien wciąż patrzeć przed siebie, nigdy plecami.

 

 


 

W Jerozolimie odwiedziliśmy też Cmentarz żydowski na zachodnim stoku Góry Oliwnej.. I tutaj spotkała nas bardzo przykra sytuacja. Na sam cmentarz wjechaliśmy samochodem. Nawet bramę otwarliśmy samochodem. Szybka modlitwa nad grobem, wszystko szybko szybko… Na przeciw cmentarza jest stacja benzynowa. Ledwo wyjechaliśmy na ulicę, nie zdążyliśmy zmienić biegu, aż tu nagle coś strzeliło. Myślałam, że wjechaliśmy w jakąś dziurę. Niestety, okazało się, że ze stacji wybiegło dwóch młodych mężczyzn, którym widocznie się nie spodobaliśmy. To nie była dziura, to były kamienie! Zostaliśmy ukamienowani. Mężczyźni arabskiego pochodzenia. Bardzo to smutne. Wystarczy chwila nieuwagi. Cieszę się, że byliśmy samochodem, bo prawdopodobnie spacerując z Jonatanem tamtą drogą, dostalibyśmy tymi kamieniami po prostu w głowę. Przykre.

Następnego dnia pojechaliśmy w stronę Galilei. Poniżej Jezioro Tyberiadzkie, inaczej Marze Galilejskie. Do dziś mam glinę na butach 😉
Tutaj wg. Biblii Jezus zebrał swoich pierwszych uczniów. Tutaj też odbyły się sceny połowu ryb i rozmnożenia chleba. 


 

 

 

 

Po drodze oczywiście zwiedziliśmy wiele innych miejsc, których nie uwieczniłam na zdjęciach. To przez te problemy z aparatem. 

Tak wyglądają ściany w ortodoksyjnej dzielnicy żydowskiej w Jerozolimie. Cisza, spokój, każdy szedł w swoją stronę. Zbyt czysto, na pewno ram nie było 😉 Zaopatrzyłam się tam w tradycyjne wyroby i pamiątki. 

A poniżej już jedzonko. Nie mogło zabraknąć foodporn fotek! Stek ogromny i falafelki rybne. Nigdzie nie jadłam lepszego steka.



Na lotnisku znów czekałam w dwóch kolejkach. W pierwszej pytano o powód odwiedzin Izraela, po co byłam i z kim, sprawdzono również dokumenty.
Następnie zaniosłam bagaż na taśmę.
Ostatnia kolejka była najgorsza. Zero organizacji. Razem ze mną stało 50 innych osób lecących w różne strony: Anglia, Polska, Niemcy.
Czekałam jakieś 2 godziny. 10 minut przed odlotem mojego samolotu, musiałam krzyknąć do obsługi, że zaraz spóźnię się na mój lot. Zabrano mnie i jeszcze 5 innych osób do innej kolejki (jakby nie można było tego zrobić wcześniej), tam szybko sprawdzono bagaż podręczny i sprintem na sam koniec lotniska. Wsiadłam, poleciałam i tyle mnie było w Izraelu 🙂
Było cudownie, pięknie, chcę jeszcze, ale latem! Chcę jeszcze na spokojnie zwiedzić wiele miejsc, poopalać się nad morzem, zjeść izraelskie smakołyki.

Kolejne wyjazdy będą również spontaniczne, bo ja nic planować nie potrafię.

zuzazakrzewska_
281
 Zdjęcia
9059
 ludzie
391
 Następujący
Kto nie widział Najnowsza kolekcja @joanna_selwon jest bardzo inspirująca. Jeśli szukacie odskoczni od nudy, to koniecznie wybierzcie się na Floriańska 12 w Warszawie. 
Hair: @pracownia_urody_warszawa 
Makeup: @evas_makeup 
#fashionblogger #plussizefashion #fashion #reddress #zuzazakrzewska #gypsy #curlyhair #curvesaresexy #modelkaplussize #modelkaARTYSTYCZNY NIEŁAD
Przygotowujemy się do pokazu w @pracownia_urody_warszawa
Już dziś o 17:00 zapraszamy wszystkich fanów mody i urody 😍😍 #fashionhair #hairstyle #curlyhairstyles #curlyhair #brunette #plussizebeauty #comercial #fashionlife #pokazmody #pokazfryzjerski #makeuplover #zuzazakrzewska #naturalhair #megaobjetoscMy school picture vs. Today 😂😂😍
SAME PERSON, DIFFERENT AGE  #zuzazakrzewska #schoolgirl #pastvspresent #sameperson #metamorfoza #metamorphosis #almondeyes #tb #throwbackthursday #longhairstyle #plussizedivas #beautysecret #photooftheday #potd #nofilterHejka! Jak minął wtoreczek? 😎😎
#zuzazakrzewska #curlyhairstyles #longhair #brunette #plussizedivas #happygirl #curvesarein #portraitSobotni pokaz sukien ślubnych w rozmiarze XXL. Czasem sobie poprzymierzam, ale jeszcze nie myślę o własnej sukni 😍😂😈
@rinacossack
Fot: @jaroslaw_antoniak
#weddingmakeup #weddingdress #whitedress #sukniaslubna #xxl #plussizefashion #zuzazakrzewskaPiękny makijaż ślubny od @asiabrach 😍 wow! Już zaraz wchodzimy na wybieg 😃 trzymajcie kciuki ! 
#makeuplook #weddingmakeup #zuzazakrzewska #bridalmakeup #beauty #plussizedivasDobranoc 😍  #zuzazakrzewska #redlips #longhair #brunette #blueeyes #smile #goodnight💯 🇵🇱 #polska #100lecieniepodległości #independent #polishgirl #polishflag

Podziel się

Podziel się wpisem z przyjaciółmi!